Aktualności

Nie było łatwo, ale Krispol wygrał bez straty seta.

Po raz pierwszy w tym sezonie na żywo odwiedziliśmy mecz Krispolu Września. I nie będziemy ukrywać, że bardzo nam się podobało. Zarówno pod względem atmosfery w hali, która dość szczelnie wypełniła się kibicami, ale przede wszystkim pod względem wyniku. Można nawet napisać, że przynieśliśmy szczęście.

Od początku sezonu Kripol strasznie się męczył. O ile gra nie wyglądała najgorzej, to nie miało to przełożenia na zdobycze punktowe. A bez punktów to i miejsce w tabeli kiepskie. Od dłuższego czasu gorsza była tylko młodzież ze Spały. Przełamanie nastąpiło podczas meczu z Legią w Warszawie, gdzie Krispol wygrał do zera, ale w ostatnim meczu z Tomaszowem Mazowieckim zero było jeśli chodzi o zdobyte punkty. W czwartek do Wrześni przyjechał beniaminek I Ligi – Astra Nowa Sól. Nie jest to potęga siatkarska, ale spokojnie co jakiś czas mecze wygrywała i kręci się w środkowej części tabeli. Z kolei sytuacja Krispolu delikatnie mówiąc nie jest komfortowa i już najwyższy czas, żeby zacząć punktować.

Transmisja w Polsacie Sport, świetna frekwencja na trybunach i kibice, którzy mocno i żywiołowo wspierali pomarańczowych. Naprawdę było godnie pod tym względem. Trzeba tylko było to przełożyć na punkty. Zaczęło się dobrze, bo Krispol od początku pierwszego seta wyszedł na prowadzenie i odjeżdżał rywalom. Być może wpływ na kiepską grę Astry miała kontuzja rozgrywającego gości, który musiał opuścić boisko już po kilku pierwszych akcjach. Gospodarze byli konsekwentni i budowali przewagę. Spory w tym udział miał ich atakujący Jakub Buczek, który w całym meczu spisywał się bardzo dobrze. W kulminacyjnym momencie przewaga wrześnian wynosiła 8 punktów (17:9). I nagle coś się zacięło. Tak jakby ktoś do silnika diesla dolał bezołowiowej i maszyna stanęła. Goście dopadli przeciwników przy stanie 19:19. I mając w pamięci słowa trenera Mariana Kardasa po jednym z wcześniejszych meczów i problemie w końcówkach setów pomyśleliśmy: oho, znów będzie kiszka. Na szczęście interwencje szkoleniowca podczas przerw na żądanie przyniosły skutek. Nie była to seria wystrzelona z karabinu maszynowego, ale konsekwencja i zmniejszona ilość błędów własnych pozwoliła blokiem zakończyć partię sukcesem 25:23.
Druga partia na początku znów dla gospodarzy. Ale nie była to już taka przewaga jak w poprzednim secie, która zresztą szybko została zniwelowana przez gości. W środkowej strefie seta nawet to goście mieli dwa punkty przewagi. Jednak tylko na chwilę. Od tego czasu rozpoczęła się obustronna młócka, w której żaden zespół nie potrafił wyjść na zdecydowane prowadzenie. Skończyło się znów na przewagi i ponownie lepszy Krispol 26:24.
Cenne zwycięstwo, cenne trzy punkty, ale chyba najcenniejsze jest przełamanie klątwy przegrywanych końcówek setów. W meczu z Astrą widzieliśmy trzy nerwowe końcówki i wszystkie trzy Krispol potrafił rozstrzygnąć na swoją korzyść. Oby była to zapowiedź lepszych czasów i skutecznego punktowania w kolejnych meczach.
Gdy popatrzymy w tabelę dzisiejsze zwycięstwo nie dało awansu w tabeli. Wrześnianie są cały czas na przedostatniej pozycji, ale ważniejsze jest to, że już zrównali się punktami z Legią i znacznie przybliżyli się do BAS-u Białystok i Olimpii Sulęcin. Ostatni mecz w tym roku Krispol zagra w Krakowie z tamtejszym AZS-em AGH. We Wrześni pojawią się ponownie w meczu 17 kolejki 14 stycznia w meczu z Chrobrym Głogów.

A skoro byliśmy na tym meczu, to oczywiście poprosiliśmy kilku rozmówców o opinie o meczu. Przed naszą kamerą zgodzili się zaprezentować trener Krispolu Marian Kardas i kapitan, a zarazem MVP czwartkowego meczu Piotr Lipiński. Drużynę Astry Nowa Sól reprezentował wychowanek Kangura Nowy Tomyśl – Sławomir Busch. Ostatnie słowo należy do Prezesa Krispolu Września – Roberta Wardaka:

2 komentarze do “Nie było łatwo, ale Krispol wygrał bez straty seta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *