Polki zwyciężyły w małym finale!
Czy przegrywając jeden mecz i większość spotkań kończąc wygranymi bez straty seta można nie zdobyć medalu? Ano można. Czy można podziwiać młode siatkarki, które pokazują kawał dobrej siatkówki i myśleć pozytywnie o ich przyszłości? Trzeba!
Nasze dziewczyny przegrały jeden mecz, jeden, który zepchnął je do walki o miejsca 9-16. W całym turnieju nasze dziewczyny rozegrały 9 spotkań, straciły tylko 6 setów i aż 75% spotkań kończyło się wygraną naszych dziewczyn 3:0. W fazie grupowej na tarczy po meczu z Polkami pozostały Argentynki (3:0), Brazylijki (3:2), Japonki (3:1), Chorwatki (3:0) i Hiszpanki (3:0). I kiedy my już myśleliśmy o medalu nadszedł 13 dzień sierpnia i spotkanie z niesamowitymi Tajkami, które w swojej grupie zajęły dopiero 4 miejsce. Czy ktoś przypuszczał, że sprawią one problem Polkom? Nie, ale jak cały czas podkreślali trenerzy, nie ma łatwych meczów. Przegrana z niezwykle energetycznymi Azjatkami, bardzo głośno reagującymi po każdym punkcie zepchnęła nasze dziewczyny do walki o pozycję 9. Druga faza rozgrywek pokazała, że wynik 1:3 z zespołem Tajlandii to był wyjątek, wypadek, przypadek. Kolejne mecze wygrane do 0 z Wenezuelą, Japonią i Polki zagrały w małym finale za rywalki mając zespół z Dominikany. Rywalki o wejście do ósemki przegrały z Chinkami, ale w późniejszej fazie wygrywały kolejne mecze i tak dostały się do małego finału. Polki potwierdziły znakomite umiejętności oddając Dominikankom tylko jednego seta i zdobywając 9. miejsce na świecie.
W meczu o brązowy medal mierzyły się zawodniczki Chin i Tajwanu czyli wedle oficjalnej nazwy Chińskiego Tajpei. Wynik 3:1 dla Chinek i to one zajęły trzecie miejsce. Mistrzyniami świata została drużyna USA, która tak szybko rozprawiła się z Turczynkami, że nasze dziewczyny nie zdążyły przejść z drugiej hali, a było już po meczu.
Nasze dziewczyny pojechały do Chile po medal, i nikt tego nie ukrywał. Zarówno sztab jak i same dziewczyny znały swój potencjał. I ten potencjał widać było w fazie grupowej, a także w kolejnych meczach. Dziewczyny pokazały kawał dobrej siatkówki, zgranie, ogromną pracę całego sztabu. A że nie wszystko poszło jak powinno w meczu z Tajkami, to bywa, nie zawsze się udaje wykorzystać swoją przewagę w umiejętnościach. O podsumowanie turnieju poprosiliśmy trenera Marcina Orlika:
„Warunki były wymagające – na zewnątrz chłodno, a na hali treningowej momentami nawet zimniej niż na dworze, około dziesięciu stopni. Mimo tego dziewczyny radziły sobie dobrze, a sama hala meczowa była w porządku, choć przy otwieranych drzwiach robiło się chłodno. Zespół zna się bardzo długo – te dziewczyny spędziły razem trzy lata przygotowując się wcześniej do Mistrzostw Europy U16. My zaczęliśmy pracę w czerwcu, więc mieliśmy dwa miesiące przygotowań plus trzy tygodnie turnieju. To dużo czasu, a dziewczyny były bardzo otwarte, plastyczne, gotowe do pracy nad techniką i indywidualnymi elementami. W tym wieku nie są jeszcze przesiąknięte nawykami, więc potrafią szybko robić progres. Dla wszystkich to były pierwsze Mistrzostwa Świata w życiu. Wcześniej grały na Mistrzostwach Europy U16 i na EVZA, ale to nie jest poziom porównywalny z takim turniejem. Pierwszy raz mierzyliśmy się z zespołami spoza Europy – Chinami, Tajlandią, Japonią, Brazylią – więc trzeba było szybko się uczyć i dostosowywać. Azjatyckie zespoły są bardzo niewygodne. Japonia czy Tajwan świetnie bronią, nie popełniają błędów, grają kombinacyjnie. To zupełnie inny styl niż europejski. Tylko Chiny grają bardziej europejsko, siłowo, bo mają wysokie zawodniczki. Mecz z Tajlandią był dla nas zaskoczeniem. Patrząc na ich wcześniejsze mecze, nie spodziewaliśmy się, że zagrają tak dobrze. Obijały nam ręce w bloku, świetnie broniły, a my nie zagraliśmy na swoim poziomie. Mieliśmy swoje szanse, ale brakowało skuteczności w ataku i bloku, a nasza zagrywka nie robiła różnicy. Może poczuliśmy presję i decyzje nie były tak odważne jak wcześniej. Nie byliśmy gotowi na tak trudny mecz na tym etapie, a bardzo kiepskie sędziowanie prowadziło do frustracji i niepewności co do kolejnego zdobytego lub niezdobytego punktu. Tajki grały szeroko, obijały nam ręce, co nas frustrowało. Mieliśmy obrony, ale byliśmy nieskuteczni. Z takim zespołem trzeba wykorzystywać każdą szansę. Po tej porażce było ciężko się pozbierać. Apetyty były duże, bo graliśmy bardzo dobrą siatkówkę w fazie grupowej. Powiedzieliśmy jednak sobie, że jesteśmy sportowcami i musimy grać do końca – zakończyć turniej z jedną porażką i pokazać, że to był wypadek przy pracy. Z Japonią zagraliśmy świetnie – wygraliśmy 3:0. Japonia była sportowo lepsza od Tajlandii, a jednak potrafiliśmy dobrze skoczyć blokiem, zagrać skutecznie i kontrolować mecz. Z Dominikaną straciliśmy jednego seta przez nasze błędy – sześć bezpośrednich błędów w ataku. Ale potem wróciliśmy na swój poziom i spokojnie dociągnęliśmy mecz.
Atmosfera turnieju była świetna – dużo kibiców, głośno, pełna oprawa. Dziewczyny dobrze na to reagowały, bo zawsze lepiej gra się przy publiczności. Każda zawodniczka zagrała na turnieju – niektóre mniej, niektóre więcej, ale wszystkie pojawiły się na boisku. Wynik nie satysfakcjonuje, bo oczekiwania były duże. Graliśmy dobrą siatkówkę, a jedna porażka zabrała nam możliwość walki o czwórkę. Ale dziewczyny mają ogromny potencjał. Kapitanem była Olka Wika – wybraliśmy ją my, ale ona ma ogromny szacunek dziewczyn, jest liderką sportową, dużo widzi na boisku. Na Mistrzostwach Europy była kluczową zawodniczką, ciągnęła zespół. Ta grupa jest bardzo mocna i dziewczyny mają szansę walczyć o miejsce w składzie w przyszłym roku, nawet jeśli będą rok młodsze. Muszą pracować i wywalczyć sobie miejsce na boisku”.
Wielkie larum się podniosło na portalach siatkarskich, mediach społecznościowych dotyczących polskiego zespołu. Że pojechały po medal, że pompowany balonik, że złe decyzje. Długo milczeliśmy, bo nie chcieliśmy się wdawać w te dyskusje, często z tezami z czapy, często przez osoby, które nie pamiętają swoich młodzieżowych meczów, nie mówiąc już o nie-znawcach przepisów. Przypomnijmy, to są dziewczyny w wielu 16-17 lat, to są nastolatki, które zaczynają wielkie granie na poziomie międzynarodowym. Dla wielu z nich były to pierwsze mecze z siatkarkami z innego kontynentu. To jeszcze nie są zawodniczki, które po trudnej zagrywce potrafią dograć każdą piłkę w punkt, a z czwartego metra wystawić seriami dokładną piłkę do skrzydła. To jeszcze nie ten moment, aby kończyć każdą piłkę na pojedynczym bloku. To są dziewczyny, które się ciągle uczą gry w siatkówkę, które zdobywają doświadczenie na wielkich imprezach, przy różnym zachowaniu rywalek, kibiców przy nie zawsze jednoznacznych decyzjach sędziów.
Więc wybaczcie drodzy kibice, ale nikt z was nie ma prawa krytykować ani zawodniczek, ani trenerów, ani otoczenia wokół tej kadry. Te dziewczyny bardzo ciężko pracowały, aby znaleźć się w tym miejscu, najpierw w klubach, potem na zgrupowaniach, aby w końcu móc założyć koszulkę z orzełkiem. Te dziewczyny wylały mnóstwo potu na treningach, czas po szkole spędzały na siłowni, w hali lub na zajęciach taktycznych. To nie jest ich zawód, to nie jest ich praca, to jest ich pasja, ambicja, której nikt i nic nie powinno podważać na tym etapie ich kariery.
My składamy ogromne gratulacje dla każdej z dziewczyn, czy tej pierwszoszóstkowej, czy tej z kwadratu. Każda z nich miała swój wkład w te osiem zwycięskich spotkań. Patrzymy z optymizmem w przyszłość patrząc co na tym etapie rozwoju potrafią te młode siatkarki. Bilans mistrzostw świata Chile 2026 to 8 do 1 dla Polski. I tak to zapamiętajmy.
Fot. PZPS

