Drewniane gody na piasku. Piąta edycja turnieju LALS za nami
Pogoda dopisała, faworyci nie zawiedli, a sponsorzy i partnerzy licznie wsparli wydarzenie. Jubileuszowa, piąta edycja plażowego turnieju Lubońskiej Amatorskiej Ligi Siatkówki po raz kolejny zgromadziła komplet uczestników i potwierdziła, że to jedna z najbardziej rozpoznawalnych amatorskich imprez siatkarskich w regionie.
W minioną niedzielę na Piachach i Podróżach nie zabrakło sportowych emocji, zaciętych pojedynków i świetnej atmosfery. Dopisała pogoda, kibice licznie pojawili się przy boiskach, a zawodnicy pokazali siatkówkę na naprawdę wysokim poziomie. Faworyci nie zawiedli, choć o końcowy triumf w wielu meczach nie było łatwo.
Poniżej prezentujemy zwycięzców tegorocznej edycji w kategorii kobiet i Open.


O rywalizacji można mówić długo, ale równie interesujące jest to, co działo się za kulisami wydarzenia. Jak wygląda organizacja turnieju, który z roku na rok przyciąga komplet uczestników? Jak zmieniała się impreza przez pięć edycji i dlaczego organizator zrezygnował z gry na rzecz koordynowania zawodów? O kulisach przygotowań, rozwoju turnieju i swojej pasji do siatkówki plażowej opowiada Piotr Osiadły.
Zwycięskie pary zarówno w kategorii kobiet, jak i mężczyzn należały do grona faworytów, dlatego dużych niespodzianek nie było. Oczywiście było kilka duetów, które miały realne szanse na zwycięstwo, ale ostateczne wyniki nie były zaskoczeniem. Z roku na rok widać wyraźnie, że turniej na piasku przede wszystkim staje się coraz bardziej wyrównany. Szczególnie w kategorii mężczyzn jest coraz więcej par prezentujących bardzo wysoki poziom. W pierwszych edycjach zgłaszało się sporo zawodników, którzy na piasku grali okazjonalnie i chcieli po prostu spróbować swoich sił. Dziś takich par jest znacznie mniej, a coraz więcej jest zespołów naprawdę dobrze odnajdujących się w siatkówce plażowej. Dzięki temu coraz trudniej wskazać faworytów, bo praktycznie każdy może wygrać z każdym. Coraz więcej mocnych duetów tworzą również zawodnicy związani z LALS-em. Często są to pary złożone z zawodników z różnych drużyn, zdarzają się też duety, w których jedna osoba gra na hali w LALS-ie, a druga na co dzień gra zawodowo w innym klubie.
W tegorocznej edycji po raz pierwszy nie zgłosiła się ani jedna para mikstowa do kategorii Open. To pokazuje, że zawodnicy sami dostrzegają, iż rywalizacja z męskimi parami na tym poziomie jest bardzo wymagająca. Pojawiały się pomysły utworzenia osobnej kategorii mikstów, jednak obecnie wiązałoby się to z organizacją turnieju dwudniowego. Przy obecnych możliwościach finansowych i logistycznych byłoby to bardzo trudne. Dodatkowo doświadczenie pokazuje, że rozgrywanie kilku kategorii jednocześnie często powoduje opóźnienia i utrudnia sprawne przeprowadzenie zawodów.
Z perspektywy organizacyjnej każda kolejna edycja jest łatwiejsza. To już piąty turniej, więc wiele rzeczy jest sprawdzonych. Coraz łatwiej jest również pozyskiwać sponsorów – dziś często wystarczy przedstawić pomysł, a partnerzy sami zgłaszają chęć współpracy. Dzięki temu łatwiej budować atrakcyjną pulę nagród, a sama organizacja przebiega sprawniej, ponieważ wiadomo już, z kim współpracować i jak zaplanować wszystkie elementy wydarzenia.
Turniej przebiegł zgodnie z planem. Nie było żadnych nieprzewidzianych sytuacji ani problemów organizacyjnych wymagających interwencji. Rozgrywki trwały nieco dłużej niż w ubiegłym roku, ale wynikało to z bardzo wyrównanego poziomu i dłuższych, bardziej zaciętych meczów, co tylko potwierdza rosnącą jakość rywalizacji.
Powróciłem do losowania przed kamerami, do starych czasów. I nie chodzi mi w tym przypadku o zasięgi, nawet się nie interesowałem ile osób to widziało. A z ciekawości pewnie po tej rozmowie zerknę ile było wyświetleń.
Nie zbieraliśmy informacji o wieku uczestników, więc trudno wskazać dokładną średnią. Mogę jednak powiedzieć, że niemal wszyscy zawodnicy byli pełnoletni – o ile dobrze pamiętam, tylko jedna osoba nie ukończyła jeszcze 18 lat. Z drugiej strony najstarsi uczestnicy również nie stanowili licznej grupy. Większość zawodników mieściła się w przedziale od 18 do około 40 lat.
Bardzo cieszy mnie to, że część zawodników, którzy wcześniej odnosili sukcesy w naszym turnieju, z powodzeniem rywalizuje dziś także w bardziej profesjonalnych rozgrywkach. Widać, że dla niektórych jest to kolejny krok w sportowym rozwoju. To naprawdę satysfakcjonujące obserwować ich postępy.
Termin naszego turnieju pokrywa się z finałami Rutnicki Cup. Dla części zawodników oznacza to konieczność wyboru, gdzie chcą wystąpić. Niektórzy świadomie decydują się na udział u nas, oceniając swoje szanse na sukces. Nie da się uniknąć kolizji z innymi zawodami. W sezonie letnim praktycznie każdy weekend w Wielkopolsce jest wypełniony turniejami siatkówki plażowej, a wiele z nich zmienia daty z roku na rok. Dlatego od początku postawiłem na jedną zasadę – nasz turniej zawsze odbywa się w ostatnią niedzielę lipca. Chcę, żeby uczestnicy kojarzyli właśnie ten termin z naszym wydarzeniem i mogli z dużym wyprzedzeniem wpisać go do swoich kalendarzy. Wiem, że wiele par robi to już od kilku lat i regularnie wraca na kolejne edycje.
Organizacyjnie można powiedzieć, że jestem jednoosobową ekipą. Oczywiście nie działam całkowicie sam – kwestie finansowe prowadzi Artur Nawrot, z którym konsultuję również najważniejsze decyzje. Na czas turnieju współpracuję także z sędziami, fotografem i ekipą wideo. Natomiast cała koncepcja wydarzenia, przygotowania, kontakt z partnerami, uczestnikami i koordynacja organizacji są po mojej stronie. Na obecnym etapie uważam, że taki model się sprawdza. Trzeba pamiętać, że to nadal turniej amatorski. Nie próbujemy tworzyć wielkiej profesjonalnej oprawy, bo od początku celem było przede wszystkim zintegrowanie naszego środowiska. To okazja, żeby spotkać się w środku wakacyjnej przerwy od rozgrywek halowych, porozmawiać i wspólnie spędzić dzień przy sportowej rywalizacji. Właśnie ta atmosfera sprawia, że uczestnicy chętnie do nas wracają, a jednocześnie poziom sportowy z roku na rok jest coraz wyższy.
Turniej rozpoczął się chwilę po godzinie 9:00, a zakończył tuż przed 18:00, więc całość trwała niespełna dziewięć godzin. Frekwencja dopisała nie tylko wśród zawodników, ale również kibiców. Pojawiły się rodziny, partnerzy i znajomi uczestników, ale także wiele osób, które przypadkiem spędzały czas nad Wartą i zatrzymały się, żeby obejrzeć mecze. To pokazuje, że takie wydarzenie potrafi zainteresować również osoby spoza siatkarskiego środowiska.
Sam zagrałem tylko w pierwszej edycji turnieju i szybko doszedłem do wniosku, że nie da się jednocześnie dobrze rywalizować i organizować całego wydarzenia. Praktycznie co chwilę ktoś podchodził z pytaniem lub prośbą, więc trudno było skupić się na grze. Od tamtej pory w pełni poświęcam się organizacji. Mimo że wiele elementów jest dziś zautomatyzowanych, uczestnicy nadal często podchodzą z pytaniami. W aplikacji znajdują się wyniki oraz harmonogram spotkań, natomiast informacje o przypisaniu meczów do konkretnych boisk są aktualizowane na bieżąco przy stanowisku organizatora. Zawodnicy często pytają również o przewidywaną godzinę kolejnego meczu czy długość przerwy między spotkaniami, dlatego kontakt z uczestnikami jest praktycznie nieprzerwany przez cały dzień.
Na razie nie wybiegam daleko w przyszłość. Dopiero co zakończyliśmy tegoroczną edycję i wciąż trwa jej podsumowanie. Przede mną jeszcze podziękowania dla sponsorów i partnerów oraz rozdanie pamiątkowych koszulek. Myślami jestem już przede wszystkim przy sezonie halowym, który zaczyna się bardzo szybko. Do planowania kolejnej edycji turnieju plażowego wrócę dopiero za jakiś czas.
Większość partnerów wspierających turniej plażowy współpracuje z nami również podczas sezonu halowego, choć są też firmy obecne tylko przy jednej z tych inicjatyw. Co ciekawe, turniej plażowy jest często pierwszą okazją do rozpoczęcia współpracy z nowymi sponsorami. Dla wielu z nich jest to swego rodzaju wstęp do szerszego partnerstwa, które później kontynuujemy w rozgrywkach halowych. Myślę, że partnerzy cenią współpracę z nami z kilku powodów. Przede wszystkim zapewniamy duże zasięgi w mediach społecznościowych, a niektóre nasze publikacje czy konkursy docierają nawet do kilkuset tysięcy odbiorców. Korzystamy z wielu kanałów komunikacji – Facebooka, Instagrama, YouTube’a, materiałów drukowanych, koszulek czy ekspozycji podczas wydarzeń. Od przyszłego sezonu planujemy również transmisje wszystkich meczów, co stworzy kolejną przestrzeń do promocji partnerów. Dla części sponsorów równie ważna jest jednak sama pasja do siatkówki i możliwość wspierania lokalnej społeczności sportowej.
Oczywiście zdarzają się też trudniejsze momenty. Pamiętam sytuacje z poprzednich edycji, kiedy pojedynczy uczestnicy zgłaszali swoje uwagi dotyczące pakietów startowych czy nagród. Takie opinie zawsze się pojawiają i są naturalnym elementem organizacji wydarzenia. Jednocześnie niewiele osób zdaje sobie sprawę, ile pracy, czasu i zaangażowania wymaga przygotowanie takiego turnieju, dlatego staram się przede wszystkim wyciągać z takich sytuacji wnioski i z każdą kolejną edycją robić wszystko jeszcze lepiej.
Przed nami już dwudziesty sezon rozgrywek halowych. Pomysł organizacji turnieju plażowego pojawił się pięć lat temu przede wszystkim dlatego, że siatkówka plażowa jest mi osobiście bliższa. Sam zdecydowanie bardziej lubię tę odmianę gry, dlatego chciałem stworzyć wydarzenie, które będzie naturalnym uzupełnieniem sezonu halowego i pozwoli naszej społeczności spotkać się również latem.
Poza organizacją cały czas aktywnie gram w siatkówkę plażową. Trenuję dwa razy w tygodniu, a w weekendy regularnie startuję w amatorskich turniejach rozgrywanych na terenie Wielkopolski. Na co dzień trenuję na Piach i Podróże, a w tym sezonie rywalizuję głównie w dwóch kategoriach – mikstach oraz Masters 40+, do której już się kwalifikuję. Ten sezon jest dla mnie wyjątkowo udany. Podczas Mistrzostw Wielkopolski Masters, grając w parze z Piotrem Wojciechowskim, zdobyliśmy brązowy medal. Było to już trzecie podium wywalczone przeze mnie w tym sezonie.
Ogromnie cieszy mnie zainteresowanie naszym turniejem. Już kolejny rok z rzędu wszystkie miejsca wyczerpały się około miesiąca przed zawodami. Nawet dzień przed turniejem otrzymywałem wiadomości od osób pytających o ewentualne zwolnione miejsca. Mieliśmy również listę rezerwową, ale ostatecznie wszystkie zgłoszone pary dotarły na miejsce. Dzięki temu w rywalizacji wystąpiły kompletne 44 pary i nie było ani jednego wolnego losu. Liczba miejsc w kategoriach kobiet i Open wynika z proporcji, jakie obserwujemy również w sezonie halowym. Obecnie w naszych rozgrywkach występują 52 drużyny męskie i 18 kobiecych, dlatego podobne proporcje zachowujemy także podczas turnieju plażowego. Dzięki odpowiednio dopasowanemu systemowi rozgrywek zarówno kobiety, jak i mężczyźni rozgrywają zbliżoną liczbę meczów, mimo że kobiety rywalizują na jednym boisku, a mężczyźni na trzech. Pozwala to sprawnie przeprowadzić całe wydarzenie i zakończyć rozgrywki wszystkich kategorii o podobnej porze.
Na zakończenie turnieju odbyła się oficjalna ceremonia dekoracji zwycięzców, podczas której wręczyliśmy nagrody najlepszym parom i wspólnie podsumowaliśmy piątą edycję wydarzenia.
Piąta edycja turnieju przeszła do historii, a letnie granie powoli dobiega końca. Teraz czas wrócić do tego, z czego Lubońska Amatorska Liga Siatkówki znana jest w całej Polsce – rozgrywek halowych. Przygotowania do jubileuszowego, 20. sezonu trwają już pełną parą. Pierwsze mecze zostaną rozegrane w drugiej połowie września, a organizatorzy zapowiadają jeszcze bardziej profesjonalną oprawę i kilka nowości.
Do tego czasu życzymy wszystkim udanych startów w letnich turniejach plażowych. Do zobaczenia na hali!

