Stany za mocne w półfinale.
Cały turniej Mistrzostw Świata Dziewcząt do lat 19 chodziliśmy jak w ekstazie. Nasza reprezentacja odprawiała z kwitkiem kolejnych rywali. W fazie pucharowej przeszła jak burza nie tracąc nawet seta. Aż do meczu półfinału z przemocnymi siatkarkami z USA. Zagramy o brąz w niedzielę o godzinie 15.15.
Ciężko dziś coś napisać. Ciężko znaleźć jakieś pozytywy w meczu półfinału ze Stanami Zjednoczonymi, bo po prostu nie wychodziło nic. Nie jesteśmy ani trenerami, ani psychologami, żeby wygłaszać tu jakieś głębokie analizy i szukać przyczyny dzisiejszej porażki.
Praktycznie od samego początku nic nie wychodziło. Pierwszą przerwę na żądanie trener Marcin Orlik wykorzystał przy stanie 1:6. Potem nie było wcale lepiej, bo Amerykanki tylko odjeżdżały i powiększały przewagę. Nam nie wychodziło kompletnie nic. 31 prób ataku i zdobytych 8 punktów. Amerykanki atakowały 27 razy i dało im to 13 puntów. Przepaść w bloku – 5:0 dla USA. I jak doliczymy błędy własne skończyło się 25:14.
W drugim secie sytuacja podobna, choć wizualnie wydawało się, że nawiązaliśmy walkę. Tutaj różnica była taka, że szło nieźle do stanu 12:12. Potem Amerykanki wrzuciły wyższy bieg i zaczęły odjeżdżać. 16:12, 23:14 i skończyło się do 19. W ataku Stany 12 punktów przy 3 błędach, Polki 8 przy 7 pomyłkach. Kolejne 5 punktów Jankeski dorzuciły w bloku przy tylko jednym naszych siatkarek, a w asach serwisowych bilans 4:1 dla USA.
Najlepiej wyglądał set trzeci. Wydawało się, że koszmary z dwóch poprzednich partii zostały gdzieś na ławce rezerwowych i w końcu odpalimy. Pojawiły się rotacje, bo po prostu trzeba było coś zmienić. Na boisku w miejsce Nataszy Ornoch pojawiła się Dominika Mrożek, a na środku Anna Dorywalska za Marię Kaczmarzyk. I naprawdę zaczęło się dobrze. Najwyżej prowadziliśmy 10:7, a potem znów krach, jak na giełdach po wprowadzaniu ceł przez amerykańskiego szaleńca piastującego urząd prezydenta w Stanach.
Szynko zrobiło się 10:10. Pociągnęliśmy jeszcze na po 12, ale potem znów amerykański Dodge, Chrysler czy inny Cadillac zostawił za plecami rodzimego Malucha czy Poloneza z FSO. Najpierw 12:16, potem 14:23 i mimo trzech zdobytych punktów przez nasze zawodniczki, raczej widmo przegranej wisiało w powietrzu. Skończyło się 25:19 i niestety jak najbardziej zasłużona wygrana Amerykanek.
Widzieliśmy na żywo wszystkie mecze zarówno Polek, jak i zawodniczek zza oceanu. My jeszcze tak źle na tym turnieju nie zagraliśmy, a one jeszcze tak dobrze. Nie wiemy czy obejrzały jakiegoś Rocky’iego przed meczem czy innego Rambo, ale tak walecznych i przede wszystkim tak mocno tłukących w ataku jeszcze ich nie widzieliśmy. Wyglądało to trochę tak, jakby jakiś mały kucyk mierzył się na kopniaki z koniem rasy Shire (google podpowiedziało, że to najwyższa rasa koni). Dziś nie było po prostu punktu zaczepienia.
W trzech najważniejszych statystykach przegraliśmy sromotnie: w ataku 26:37, w bloku 3:12, w zagrywce 3:8.
O złoto powalczą zatem dwie mistrzowskie drużyny. Broniące tytułu Mistrza Świata – Amerykanki oraz Mistrzynie Europy – Bułgarki, które po pięciu setach ograły Turcję. W fazie grupowej lepsze były siatkarki z Europy, które wygrały z USA 3:2. Ale patrząc na nasz wynik z grupy i dzisiejszy jasno trzeba powiedzieć, że mecze grupowe należy wyrzucić do kosza, zapomnieć i podejść zupełnie na nowo.
Tak samo trzeba potraktować nasz mecz o brąz z Turcją. W grupie wygraliśmy 3:0, męcząc się tylko w pierwszym secie wygranym na przewagi 26:24, choć wyciągnęliśmy ten wynik ze stanu 21:24. Dlatego pod względem taktycznym warto na mecz spojrzeć, by przypomnieć sobie co grają Turczynki, Ale pod względem mentalnym trzeba wyjść jutro na parkiet tak, jak dziś zrobiły to Amerykanki w meczu z nami. Zmotywowanym, skoncentrowanym i przede wszystkim ze świadomością wiary we własne umiejętności. Drużynowo i z uśmiechem na ustach, bo tak właśnie wyglądała nasza reprezentacja do dzisiejszego meczu. Wszyscy byli zachwyceni naszym zespołem, a rozmawiamy tu z ludźmi z całego świata.
Jesteśmy w czwórce najlepszych drużyn na świecie. Mamy szansę na pierwszy medal od 2001 roku. Przez 24 lata żadnej drużynie w tej kategorii nie udało się zdobyć żadnego krążka. Obecne kadrowiczki pewnie nawet nie były w planach, gdy ostatnie pokolenie wieszało medale na szyi. Pewnie w wielu przypadkach ich rodzice się nawet nie znali. Więc jest o co walczyć, jest szansa napisać historię i trzeba spróbować to zrobić. Nie trzeba to zrobić, a trzeba spróbować. Medal byłby cudowny, ale nie ma też co przesadzać z presją. Czy ktoś z Was może się poszczyć tym, że jest w czwórce najlepszych na świecie? W czymkolwiek. Może być to rzut byle czym byle gdzie, bieg przed siebie lub w jakiejkolwiek czynności czy dyscyplinie sportowej? Szczerze wątpimy, a one już mogą się poszczyć, że są CO NAJMNIEJ w czwórce najlepszych na świecie.
Więc jutro, godzina 15.15 na boisku centralnym w Osijeku, albo przed ekranami YouTube.
Na moment publikacji tekstu link do transmisji nie został jeszcze wygenerowany, więc podobnie jak dziś będziemy mocno wiercić dziurę w brzuchu oficjelom z FIVB odnośnie linka do meczu. Opublikujemy go na naszym Facebook’u i Instagramie więc zaglądajcie.
A tymczasem ślijcie pozytywną energię dla naszych wspaniałych dziewczyn, dawajcie wyrazy wsparcia i że jesteśmy z nimi do końca. A wtedy będzie łatwiej i być może skończy się upragnionym medalem.
Fot. FIVB

