Minister z miotłą, legenda sprzed 21 lat i dzieci, które już depczą mistrzom po piętach. Takiego Rutnicki Cup jeszcze nie było
432 zawodników, rekordowe 216 par w całym cyklu, dziecięcy turniej, powrót pierwszego zwycięzcy sprzed 21 lat i… Minister Jakub Rutnicki z miotłą w ręku. Jubileuszowa, 20. edycja Rutnicki Cup pokazała, że największe turnieje tworzą nie tylko medale, ale przede wszystkim ludzie.
Piasek pewnie jeszcze długo będzie wysypywał się z kieszeni uczestników. Ale nikt nie narzekał. Bo jeśli już wracać z plaży z kilogramem piasku, to najlepiej po turnieju, który od dwóch dekad jest wakacyjną wizytówką siatkówki plażowej w Wielkopolsce. 26 lipca plaża w Zbąszyniu po raz dwudziesty zamieniła się w arenę wielkiego finału Rutnicki Cup. Przez pięć turniejów eliminacyjnych w Obornikach, Pniewach, Wolsztynie, Chrzypsku Wielkim i Sierakowie przewinęły się rekordowe 216 par, czyli 432 zawodniczki i zawodników. Nigdy wcześniej zainteresowanie nie było tak duże. Do finału awansowały 24 najlepsze duety, a poziom rywalizacji – jak zgodnie przyznawali uczestnicy i organizatorzy – był wyjątkowo wyrównany. Na najwyższym stopniu podium stanęli Maciej Westfal i Krzysztof Gałuszka, którzy w finale pokonali Rocha Sidorowicza i Jakuba Domagalskiego. Trzecie miejsce zajęli Mikołaj Głowacki i Tymoteusz Juszczak, a czwarte Tomasz Rucki i Tomasz Prońko.
W sporcie czasem większe emocje niż finał wywołuje jedna historia. Tak było z Błażejem Szubstarskim, który do turnieju finałowego trafił dzięki dzikiej karcie. Dla kibiców nie był jednak anonimowym zawodnikiem. „Błażej Szubstarski był pierwszym zwycięzcą Rutnicki Cup 21 lat temu. Teraz znów zagrał w finale dzięki dzikiej karcie. To pokazuje, jaką historię ma ten turniej. Śmiejemy się, że niektórzy zawodnicy są młodsi od samego Rutnicki Cup” – opowiada Marcin Kaliszan, który od 11 lat współtworzy organizację zawodów. Choć tym razem nie walczył o podium, sam jego występ był symbolicznym połączeniem dwóch pokoleń siatkarzy plażowych.
Jubileuszowa edycja przyniosła jeszcze jedną nowość. Po raz pierwszy podczas finału rozegrano turniej młodzieżowy U-13, w którym wystąpiły pary zarówno z Wielkopolski jak i innych regionów Polski. „To początek zmiany pokoleniowej. Dzieci, które dziś grają w turnieju młodzieżowym, za dwa czy trzy lata mogą już walczyć w głównym cyklu i awansować do finału” – mówi Kaliszan. To ważny krok dla imprezy, która od początku stawia na popularyzację siatkówki plażowej. W Zbąszyniu nie grali już tylko dorośli – na piasku pojawiło się także kolejne pokolenie zawodników.
Organizacja turnieju to setki drobnych zadań, których kibice często nie zauważają. Jednym z obrazków, który najlepiej oddaje charakter Rutnicki Cup, był jak powiedział Damian Lisiecki … Jakub Rutnicki z miotłą w ręku czyli wyrównujący boiska dla zawodników. Jak wspominają organizatorzy i zawodnicy, jeszcze jako poseł – a później już minister – nie zmienił swojego podejścia do turnieju. Zamiast wydawać polecenia, po prostu pracował razem z ekipą. Grabił boiska, rozwieszał banery, nosił wodę i pomagał tam, gdzie akurat był potrzebny. Nieważne, czy jest posłem, czy ministrem. Podczas turnieju robi dokładnie to samo co zawsze. Nosi banery, pomaga przy organizacji i żyje tym wydarzeniem od początku do końca. W świecie polityki taki widok nie zdarza się często. W świecie Rutnicki Cup najwyraźniej jest czymś zupełnie normalnym.
Jednym z bohaterów eliminacji był także wielokrotny mistrz Polski Damian Lisiecki, który wystąpił w turnieju w Sierakowie. Przyjechał przede wszystkim odpocząć od organizowania własnych imprez siatkarskich. „Pojechałem się po prostu dobrze bawić. Chciałem spotkać znajomych, pograć i zresetować głowę” – mówi. Razem z Michałem Paniączykiem wygrał turniej, choć – jak sam przyznaje – dziś wygrywa już przede wszystkim doświadczeniem. „Po drugiej stronie siatki byli chłopacy, którzy razem mieli mniej lat niż ja sam. Musiałem bardziej myśleć niż skakać. Dzisiaj muszę wygrywać głową, a nie tylko siłą mięśni” – śmieje się Lisiecki. Mistrz Polski nie kryje uznania dla organizatorów. „Kuba Rutnicki wykonuje świetną pracę dla całego środowiska siatkówki plażowej. Ponad 200 par w cyklu pokazuje, że takie turnieje są potrzebne. Wszystko było przygotowane profesjonalnie – od boisk po strefy dla zawodników i atrakcje dla kibiców”.
Tegoroczna edycja przyniosła historyczne liczby. W całym cyklu wystąpiło 216 par, a eliminacje w Chrzypsku Wielkim zgromadziły rekordowe 60 duetów. Do finału awansowały 24 pary, a dwanaście najlepszych zespołów zostało do końca ceremonii dekoracji, aby odebrać nagrody. Trybuny również nie świeciły pustkami. Finał tradycyjnie odbywał się podczas Dni Jeziora w Zbąszyniu, dzięki czemu obok rodzin zawodników i kibiców pojawili się także mieszkańcy oraz turyści. Wraca atmosfera, z której siatkówka plażowa słynęła przed laty. Rodziny przyjeżdżają z zawodnikami i wspólnie przeżywają sportowe emocje.
I chyba właśnie dlatego Rutnicki Cup ma się tak dobrze. Bo tutaj obok siebie mogą spotkać się pierwszy zwycięzca sprzed 21 lat, dzieci stawiające pierwsze kroki na piasku, mistrz Polski, który wygrywa już bardziej głową niż mięśniami, oraz organizator z grabiami w ręku, dla którego rozwieszenie baneru jest równie ważne jak wręczenie pucharów.
Takie historie sprawiają, że Rutnicki Cup od dwudziestu lat jest czymś znacznie więcej niż tylko turniejem siatkówki plażowej.
Zapraszamy za rok!

