Aktualności

Gładko na początek.

W czwartek rozpoczęły się Mistrzostwa Świata Kobiet do lat 21. Oczywiście uczestniczy w nich nasza reprezentacja. Z ostatnich dwóch czempionatów do lat 19 przywieźliśmy po medalu, więc nie obrazimy się na kolejny krążek dla naszej kadry. Relacja z Surabai.

Nie będziemy owijać w bawełnę i jasno napiszemy, że za sukcesami polskich reprezentacja stoi ewidentnie Wielkopolska Siatkówka. Odkąd pojawiamy się tam, gdzie gra nasza reprezentacja przywozimy medale, więc przypadku w tym być nie może.

Przypomnijmy zatem, że najpierw z bliska i bardzo mocno wspieraliśmy reprezentacje dziewcząt do lat 19 oraz naszych kolegów trenerów – Marcina Orlika i Michała Dudka w chorwackim Osijeku. Efekt? Brązowy medal Mistrzostw Świata. Potem udaliśmy się do Uzbekistanu, gdzie w Taszkencie medal wywalczyli chłopacy w tej samej kategorii wiekowej. I był to tytuł wiceMISTRZÓW Świata. Idąc więc za ciosem zameldowaliśmy się w Indonezji i mieście Surabaja, położonym na wyspie Jawa, gdzie o medal walczyć będą panie do lat 21.

Najpierw kącik podróżniczy. Uzbekistan to trochę taki miks Europy i Azji. Mieszkańcy lekko skośnoocy i mówiący jak już Wam wcześniej opisywaliśmy w swoim ojczystym języku, który jest połączeniem tureckiego z rosyjskim. Na ulicach królują wszelakiej maści samochody marki Chevrolet (w tym kraju znajduje się fabryka tych samochodów i są dużo tańsze niż inne), infrastruktura czy potoczne budownictwo spotykane na ulicach nie specjalnie różni się od tego, które widzimy na co dzień, ale w biedniejszych częściach Europy i jest mieszanka religijna. Czyli spotkać można kobiety (bo po nich łatwiej poznać wyznanie) ubrane w luźny sposób, by za chwilę minęło nas na ulicy sporo muzułmanek ubranych w burki oraz inne nakrycia głowy, po wyglądające jak czarne ninje czy zorro z prześwitem tylko na oczy. Ludzie serdeczni, pomocni, ale nie mówiący w żadnym cywilizowanym języku, bo dp takiego już nie zaliczamy ruskiego. Prawie wszędzie również można zapłacić kartą.

Taszkent od Surabai dzieli ponad 9 tys km. To miasto w Indonezji jak już napisaliśmy wyżej, leży na wyspie Jawa, która jest jedną z ponad 17 tysięcy wysp należących do tego kraju. W dawnej historii przebiegał tutaj szlak handlowy między Persją (stąd też większość mieszkańców to Muzułmanie), Indiami i Chinami. Potem od XVI wieku do XIX kraj był kolonią Holenderską, by później w „prawie pokojowy sposób” kontrolę przejęło Królestwo Brytyjskie. Stąd też w Indonezji obowiązuje ruch lewostronny.

Pod względem powierzchni powiedzmy „lądowej” sumując wszystkie wyspy należące do Indonezji zajmuje 14 miejsce na świecie. Ale gdy go tego dodamy tereny morskie awans w rankingu jest znaczny, bo na 7 miejsce. Żyje tu ponad 275 milionów ludzi co daje czwartą lokatę. W samej Surabai gdzie gościmy jesteśmy obecnie w populacji 5 milionów ludzi, które żyją w tym mieście i jego przedmieściach.

Lot do Surabai z Taszkentu tylko w chmurach zajął nam ok. 10 godzin. Najpierw z Taszkentu do Kuala Lumpur uzbekistańskimi liniami (nie polecamy) 7,5 godziny, by po 5 godzinach przerwy w Malezji (fajne lotnisko z Kuala Lumpur, z mini lasem w środku terminala pierwszego oraz kursujący pociąg co kilka minut do terminala drugiego) udać się już do Surabai (Malaysian Airlanes – polecamy) spędzając w chmurach nieco ponad 2,5 godziny.
No i tu już spotkał nas pewien szok kulturowy. Od razu widać, że jesteśmy w prawdziwej Azji, w mieście liczącym kilka milionów ludzi. Setki, tysiące pędzących w nieznanym kierunku motorów.

Na ulicach wygląda to na wolną amerykankę, ale o dziwo jakoś wszyscy mieszczą się na kilku pasach w jedną stronę, choć polska inspekcja drogowa lub drogówka mogłaby wypisać z tysiąc mandatów na godzinę. Budynki od starych biednych slumsów, po wypasione biurowce czy zadbane projekty administracyjne niczym polski ZUS.
Co kilka metrów napotkać możemy na jakiś straganik, gdzie ktoś albo coś grilluje, sprzedaje własne pieczywko czy napoje. Tutaj jednak kartą nie zapłacimy, a w obawie o zmienną florę bakteryjną również o takie specjały na razie przynajmniej się nie kusimy.
Co najważniejsze – jest tanio. Za butelkę coli zapłacimy od 1 zł. Droższa jest tu np. woda gazowana, którą ciężko dostać. A miłośnicy złotego trunku muszą się mocno natrudzić, bo wszech obowiązująca religia raczej nie sprzyja degustacji napojów procentowych. Ale dla chcącego… tylko drogo. Nie ma transportu publicznego. przynajmniej przez te kilka spędzone dni, nie widzieliśmy żadnego autobusu. Ale są taksówki również po śmiesznie niskich cenach. Ale za to znajdziecie wszechobecne na każdym kroku zupki chińskie. W jednym z dużych sklepów w galerii handlowej jest ich cała ściana do wyboru.

Na dziś tyle z podróżnych wrażeń, przejdźmy do siatkówki.

Choć za bardzo nie ma czego specjalnie przeżywać po pierwszym dniu. Na wstępie napiszemy, że mistrzostwa broni zespół Chin. Drugie na poprzednim turnieju były Włoszki, a brązowy medal wywalczyły siatkarki z Brazylii.
W pierwszych meczach medalistki z 2023 roku wygrały swoje mecze: Chinki pokonały 3:1 Chorwację, Włochy bez straty seta ograły Czeszki, a Brazylia również do zera Bułgarię.

Na zakończenie spotkań w Grupie C Polska pokonała Egipt 3:0 (25-15, 25-16, 25-23). Aleksandra Adamczyk zdobyła 19 punktów, w tym 18 atakiem, a Julia Hewelt dorzuciła 14. Nie będziemy tutaj wpadać w jakąś ekstazę, bo z takimi rywalkami wygrywać po prostu trzeba, ale cieszy fakt, że spotkanie zakończyło się w trzech setach.

Dziś o godzinie 9 rano czasu polskiego, a 14 miejscowego Polska zmierzy się z Turcją. Wszystkie mecze transmituje Polsat Sport, stąd też nie można oglądać mistrzostw na YouTube w Polsce. W razie czego wiece, są VPN lub na stronie Volleyball World.